Drogi Charlie,
minęło sporo czasu odkąd pisałam do Ciebie ostatni raz, jednak mam wrażenie, że minęła zaledwie chwila. W moim życiu nic się nie zmieniło, nie licząc krajobrazu za oknem. Jest wiosna.
Wszystko się budzi do życia, a ja? Ja tkwię w tym samym martwym punkcie. Momentami mam wrażenie, że jest inaczej, że coś się zadziało, jednak szybko zostaje wyprowadzana z tego błędnego przekonania.
Czy ja jestem naiwna?
Czasami mam wrażenie, że właśnie tak jest. Wierzę jak głupia, że trafiłam na miłość swojego życia, ale czy rzeczywiście ona trafiła na mnie? Jak mogę mieć pewność, że ma mnie za swoją jedyną, ukochaną?
Czasem mam wrażenie, jakbyśmy do siebie nie pasowali, jakby to, że jesteśmy razem było jakimś kiepskim żartem. Jakby potrzebował kogoś innego. Kogoś spokojniejszego. Bardziej ułożonego.
Wiem, że jesteśmy w tym momencie, kiedy iskra namiętności wygasa, ale nie chce żeby tak wyglądało nasze przyszłe życie - ja mam pretensje, on stara się przez chwilę. Potem nie ma siły. Nie ma siły na nic.
Nie ma siły na mnie.
Charlie, czy ja zasługuję na miłość? Na szczęście? Wiem, że to głupie pytanie, ale chyba wyczerpałam swój limit szczęścia na kartkówkach z matematyki. Wiem, wiem, zaczynam bredzić. Powiesz mi "Każdy zasługuje na szczęście". Może właśnie tak jest, może ja swoje tez dostane, a może już dostałam, tylko whisky i ten przeklęty katar nie pozwalają mi się tym cieszyć. Kończę te wywody bo staję się monotematyczna. Zawsze piszę gdy mam zły humor. Zawsze gdy muszę wstać następnego dnia rano.
Jutro jadę do siebie, do ... domu. Nie wiem czy jeszcze mogę to miejsce nazywać domem. Nie czuję się tam mile widziana, ale muszę, raz na jakiś czas wyższe sprawy wymuszają na mnie powrót. I babcia. Do niej zawsze wracam. Bo tak. Bo jej miłość jest niepodważalna i bezwarunkowa.
Jak bardzo bym chciała, żeby w wypadku innych osób tak łatwo było to stwierdzić.
Niestety jestem istotą, która nie da się kochać. Zawsze czegoś jej brak, zawsze czegoś jest za mało. Sam to zauważyłeś, prawda? Zawsze, obojętnie jakby nie było dobrze, musi mi być mało.
Muszę wymagać, zamiast po prostu akceptować.
Widać tacy idioci jak ja nie są reformowalni.
Może kiedyś, może nauczę się być wdzięczna.
Być ufna.
Być .... boże, jaka jestem głupia. Dlaczego ludzki organizm został wyposażony w to coś, co ściska wnętrzności, że aż łzy lecą z oczu? Czy nie czuje się wystarczająco parszywie? Czemu łzy lecą tak łatwo? Myślałam, że wyrosłam z tych uczuć, że jestem na nie za stara. A tym czasem czuje się jak głupia nastolatka. Może zatrzymałam się na tym etapie rozwoju emocjonalnego. Może po prostu się do niego cofnęłam.
Wiele gdybań jak na jeden list, nie sądzisz?
Spokojnie, kończy mi się drink, więc i jak kończę. Wrócę do łóżka i spróbuję być szczęśliwa.
Może dam się po prostu kochać.
Twoja M.